MEN zmienia reguły, bo ustawa z 1991 roku zabrania egzaminów online. Brzmi śmiesznie, prawda?

Udostępnij ten wpis:
Brzmi śmiesznie, prawda? Właśnie taką argumentację słyszymy: ustawa z 1991 roku nie przewiduje egzaminów online. Brzmi to absurdalnie, ponieważ w 1991 roku szczytem technologii był Windows 3.0, a internet dopiero raczkował i nikt nie myślał o zdawaniu egzaminów przez sieć.
 
Dzisiaj każdy z nas korzysta ze smartfonów i laptopów. Internet jest wszędzie – na tablicach przystankowych, w urzędach, centralkach telefonicznych VoIP, e-Doręczeniach czy systemach elektronicznego obiegu dokumentów. Co więcej, Ministerstwo Edukacji wprowadziło całkiem niedawno rozporządzenie, które pozwala na zdawanie online egzaminów na egzaminatora CKE/OKE. Mowa o ludziach, którzy później weryfikują zewnętrzne egzaminy państwowe, takie jak matury czy egzaminy ósmoklasisty! Co ciekawe, procedury te wcale nie mają tak rygorystycznych wymogów, jak te stosowane dotychczas przez placówki oświatowe – czyli indywidualny kod dostępu, okazanie legitymacji lub dowodu osobistego oraz obowiązkowe włączenie kamery, mikrofonu i nagrywania.
 

Przez internet możemy dziś wziąć kredyt, zawrzeć poważne umowy niosące skutki prawne i finansowe za pomocą kwalifikowanego podpisu elektronicznego, założyć podmiot w Krajowym Rejestrze Sądowym, uzyskać odpis aktu stanu cywilnego, zgłosić urodzenie dziecka, a nawet obronić pracę magisterską lub doktorancką. Tymczasem dzieciom z klas 1–8 szkoły podstawowej i 1–4 liceum zabrania się zdawania egzaminów online. 

Przecież to nie jest egzamin na doktora medycyny, który za chwilę ma przeprowadzać operacje na otwartym sercu – choć, paradoksalnie, ten akurat lekarze mogą zdać online…

To też pokazuje że państwo nie nadąża za zmianami i powinno wykazać się większą dynamikę do zmian w XXI wieku.

Gdzie w tym wszystkim jest logika i rozwaga?